RSS
czwartek, 05 maja 2011

Aż mi głupio, że tak się dałam nabrać na Obamę :( Ten facet to jeden wielki sukces - speców od PR. Od początku niepokoiła mnie obecność Clintonowej u jego boku... 

poniedziałek, 10 listopada 2008
z cyklu "złote myśli do mnie przyśli"

Nawet w krajach, w których przestrzega się praw człowieka, stosunki społeczne rządzą się nieludzkimi zasadami.

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastapionych. Nie ma tylko niezastępowalnych.

Rzeczy, które robimy robimy wyłącznie dla pieniędzy, kosztują nas najwięcej.

Granica nie przebiega pomiędzy Żydami, Muzułmanami, czy Katolikami. Ona dzieli wierzących i nie. 

środa, 05 listopada 2008
Palin do Playboya

Ogromnie się cieszę, że Ameryka nareszcie odetchnie od tego pleśniejącego establishmentu Bushów, Clintonów i innej maści kolesiów. Przynajmniej do czasu, aż nie zawiążą i utrwalą się nowe układy.

I ogromnie się cieszę, że Amerykanie nie dali się nabrać na te plastikowe barbiszony, którymi uwielbia otaczać się Mc C(h)ain.

Może to kogoś zdziwi - ale w głębi serca żal mi Busha. Nie personalnie - on sam zasługuje co najwyżej na litość. Jest to żal za podkopanym autorytetem szefa państwa. Ten człowiek zrobił niemal wszystko, by ludzie stracili do niego szacunek. Niemal wszystko - bo resztę tej brudnej roboty wykonał już przed nim Clinton. Mam nadzieję, że Obamie uda się odbudować mocno nadwerężone zaufanie do urzędu prezydenta USA. Myślę, że ta nadzieja była głównym powodem, dla którego Amerykanie nie wybrali na to stanowisko kolejnego pajaca. I dzięki Bogu, przewaga Obamy nie pozostawia żadnych wątpliwości w tej kwestii.

Podoba mi się to, co i jak Obama mówił po wyborach. Słuchając go odnoszę wrażenie, że są to dokładnie te słowa, które należało wypowiedzieć. Brzmią tak, jakby płynęły prosto z serca. A tylko taki przekaz może kogoś poruszyć. Jesli nie pisze tego sam, ma genialnych współpracowników, a to już połowa sukcesu.    

niepospolite ruszenie
Ale i tak najpiękniejsze jest to, że do urn ruszyło tylu ludzi, którzy dotąd sądzili, że na nic nie mają wpływu. Bo to nie sam Obama może realnie coś zmienić na lepsze, tylko oni - masa, która ledwie przeczuwa swoją siłę.
czekając na Obamę

Zastanawiałam się wczoraj dlaczego babcia Obamy nie doczekała.

Sądzę, że nie musiała - zmarła spokojna o wynik wyborów.

Medycynie znane jest zjawisko, polegające na tym, że ludzie będąc w stanie agonalnym żyją jakby wbrew diagnozom, prawom natury i logiki, ponieważ np. czekają na kogoś, z kim chcą się pożegnać.

Babcia Obamy ze swojej śmierci uczyniła największy dar, na jaki stać człowieka, przyczyniając się nim do triumfu swojego wnuka w takim samym stopniu, w jakim robiła to za życia.    

Ja nie czekam na wynik wyborów. Też wierzę w zdrowy rozsądek Amerykanów i ich umiejetność odróżniania prawdy od tego, co chce za taką uchodzić. Nie gloryfikuję Obamy. Nie zaszedł by tam, gdzie jest teraz, gdyby był do cna szczery i wrażliwy. W polityce odnależć się mogą tylko prawdziwe wilki, albo wilki w skórze owcy. Dla innych nie ma tam miejsca.

Jestem tylko ciekawa poziomu frekwencji. Typuję blisko 90%.